Książka nie jest powieścią. To zapis dziennikarskiego śledztwa prowadzonego równolegle ze śledztwem IPN. Wynik taki sam: to Polacy zamordowali, czasem w sposób wyjątkowo okrutny, swoich żydowskich sąsiadów. Ci którzy nie uczestniczyli w tej zbrodni w żaden sposób nie zostali ukarani. Ci którzy próbowali ocalić żydów narażali swoje życie, któremu grozili nie tylko hitlerowcy, ale też Polacy.
Ta historia jest tak okrutna, że aż nie do uwierzenia. Dodam tylko, że Jedwabne to jedna z wielu miejscowości, gdzie pogrom miał miejsce. To co mnie uderza najbardziej to współczesność, która czasami bardzo przypomina przedwojnie. Antysemityzm kwitnie w najlepsze.
Wzruszyła mnie ostatnia część książki, w której autorka tworzy coś na wzór księgi pamięci. Zgodnie z tradycją żydowską tworzy się takie księgi, aby upamiętnić zmarłych. Po wojnie powstało ich mnóstwo, czasami zawierały niemal wszystkich żydowskich mieszkańców danej miejscowości.
Autorka książki, Anna Bikont, jest żydówką. Odkryła to już jako dorosła osoba. Jej matka odcięła się od swojej rodziny i korzeni postanawiając zataić tę prawdę przed swoją córką. Zastanawiam się ilu z nas ma korzenie żydowskie nie wiedząc o tym. Ale już nie dziwię się ani nie potępiam osób, które ukrywają swe pochodzenie. Polecam natomiast obejrzenie filmu "Cud purymowy" Izabelli Cywińskiej (http://www.filmweb.pl/film/Cud+purymowy-2000-32508). Genialny!
"My z Jedwabnego", Anna Bikont, Wydawnictwo Czarne, 2012.