Obie części powieści mają ponad 1300 stron. Autor wciąż wprowadza nowe postaci, a ja ledwo pamiętam te, które poznałam do tej pory. Poza tym akcja "Tańca ze smokami" będącego piątą częścią sagi dzieje się równolegle z czwartą częścią "Uczta dla wron". Mam wrażenie, że sam autor już nie panuje nad tym, co dzieje się w jego powieści.
Książka, która zachwycała zaczyna mnie denerwować. Tyrion bawił mnie inteligencją i dowcipem, nagle zrobił się wulgarny. Cersei czy Melisandre budziły strach, teraz mam wrażenie, że same się boją. Daenerys obawia się własnych smoków. Jedynie John Snow ma coś do powiedzenia. Wydaje się, że ktoś poobcinał skrzydła głównym bohaterom.
Lektura tylko dla wytrwałych.
George R. R. Martin, "Taniec ze smokami", Zysk i s-ka, 2011.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz