środa, 26 czerwca 2013

Niespokojny człowiek

 Mój ukochany tygodnik "Polityka" po raz kolejny poleca nam kryminały na lato. Pierwszy był do kupienia już 19 czerwca i nie mogę doczekać się reszty.

Już kiedy wzięłam książkę do ręki czułam, że mi się spodoba. Wiem, to głupie, ale nie ufam krótkim kryminałom! Dobra powieść kryminalna według mnie musi być dobrze osadzona w realiach, akcja powinna być budowana powoli i trzymać w napięciu. Krótka powieść nie da rady zdziałać tego wszystkiego. Dlatego "Niespokojny człowiek" ze swoimi 570 stronami od razu wzbudził moje zaufanie.

Bohaterem powieści jest starzejący się policjant Kurt Wallander, który jak to w tego typu powieściach bywa, próbuje rozwiązać zagadkę. Może nie będę wam jej opisywać, żeby nie pozbawiać was przyjemności osobistego odkrywania historii, ale napiszę krótko dlaczego polubiłam książkę.

Przede wszystkim ze względu na bohatera, bo jest normalny. Żaden superbohater, który po jednym spojrzeniu odkrywa wszystkie tajemnice wszechświata, ale powoli i bardzo mozolnie próbuje znaleźć rozwiązanie zagadki. Poza tym zmaga się ze swoją starością i chorobą, a także problemami życia rodzinnego i starością. Czyli człowiek z krwi i kości, z którym można się łatwo utożsamiać.

Poza tym wątek kryminalny jest tu mocno połączony z polityką. Wiem, to was to niekoniecznie musi być zachęta do sięgnięcia po książkę. Ja natomiast lubię to pasjami. I ogólnie takie połączenie kojarzy mi się ze skandynawskimi kryminałami (znacie serial Killing? jeśli nie polecam gorąco!).

Po trzecie lubię kraje skandynawskie. Najpierw jako dziecko zaczytywałam się w legendach północy, w których żyły trole, krasnale i inne twory. Jako nastolatka byłam zachwycona ich systemem socjalnym, podejściem do ekologii i innych kwestii społecznych. Przyznaję, że jako osoba dorosła już sceptycznie spoglądam na szwedzkie feministki zachwycone specjalnym lejkiem, dzięki któremu mogą sikać na stojąco (a tam lubię na siedząco!), ale sentyment pozostał.

Oczywiście czytywałam lepsze kryminały, ale ten jest bardzo przyzwoity, a dodatkowo zachęca jego cena. Każda książka kosztuje 15 złotych. Dziękuję Polityko!

Henning Mankell, "Niespokojny człowiek", W.A.B., seria Lato z kryminałem, Polityka.


czwartek, 20 czerwca 2013

Polowanie

Polowanie (2012) Film obejrzany już dawno temu, ale w końcu muszę o nim napisać gdyż naprawdę wart jest zobaczenia. Nie będzie to żaden spoiler jeśli napiszę, że pięciolatka oskarża swego nauczyciela z przedszkola o molestowanie. To wiadomo od początku. Wiadomo również, że jest to wymyślone przez nią kłamstwo. Kłamstwo, które rozpoczyna tytułowe polowanie. Możemy zatem obserwować jak lubiany i ceniony kompan staje się z dnia na dzień odrażającym potworem potępionym przez niemal absolutnie wszystkich.
Najbardziej w tym wszystkim wzrusza pełna godności postawa głównego bohatera, który walczy o swoje dobre imię, próbuje wieść normalne życie i przy tym wszystkim nie mieć za złe oskarżającej go dziewczynce. Bardzo mocny film i świetna rola Maddsa Mikkelsena.

"Polowanie", reż. Thomas Vinterberg, Dania, 2012

środa, 19 czerwca 2013

Wstręt do tulipanów

Wstręt do tulipanów - Lourie Richard Obiecałam sobie lżejsze lektury na czas wakacji, nic o wojnie, ani Zagładzie. Słowa nie dotrzymałam. Ale tym razem książka jest naprawdę wyjątkowa.

Przede wszystkim jest to bardzo dobra powieść, z tych których czytania nie ma ochoty się przerywać, połyka się je jednym tchem, nawet jeśli dość szybko wiemy jak się skończy. Tutaj pozdrowienia dla wydawcy, który na okładce informuje, i to wytłuszczonym drukiem, że jest to "historia chłopca, który wydał Annę Frank".

Czyli znowu wojna i kwestia żydowska, ale tym razem widziana oczami Holendrów i dziejąca się w Amsterdamie, mieście które znajduje się daleko od obozów koncentracyjnych i w którym na początku wojny nie wiadomo tak naprawdę co dzieje się z żydowskimi mieszkańcami miasta znikającymi gdzieś bezpowrotnie.

Bohaterem i jednocześnie narratorem "Wstrętu do tulipanów" jest starszy już człowiek, który wraca wspomnieniami do czasów wojny i   z charakterystycznym dla dzieci nieco naiwnym a jednocześnie realistycznym spojrzeniem na świat przedstawia fakty. Wchodzimy w świat dziecka, które w swoich ograniczonych możliwościach poznania i rozumienia świata, próbuje odnaleźć najlepszy sposób działania. Dla którego najważniejsza jest miłość ojca, uznanie ze strony matki, a wydanie żyda oznacza po prostu dodatkowe pieniądze czy rację żywnościową, która może uratować życie chorego ojca.

Śledząc losy tego małego chłopca, któremu serdecznie współczujemy spotykających go nieszczęść, trudno mu nie kibicować w jego poczynaniach. Okrutne, prawda? Na tym polega piękno tej książki. Zmusza nas do refleksji, ukazuje że życie nie jest biało-czarne, że nie można kategorycznie stwierdzić: ten jest bohaterem, a ten jest zdrajcą. Po każdej tego typu lekturze jestem szczęśliwa, że dane jest mi żyć w wolnym kraju, w którym nie muszę dokonywać wyborów dotyczących życia lub śmierci.

PS Duże brawa za piękną okładkę!

Richard Lourdie "Wstręt do tulipanów", Znak, 2013.

sobota, 8 czerwca 2013

Pigułka wolności

 To już czwarta książka Piotra Czerwińskiego. Jest jedynym pisarzem, którego książki czytam zaraz (albo prawie) po publikacji. Na każdą kolejną powieść czekam zawsze z niecierpliwością i lekkim zdenerwowaniem. Trochę dziwne prawda? Jednocześnie bardzo go lubię i cenię, ale też obawiam się kolejnej publikacji. Zastanawiałam się co sprawia, że mam do niego takie schizofreniczne podejście i stwierdziłam, że absolutnie uwielbiam jego wyobraźnię i kreatywność. Ten facet ma takie pomysły, że czasem zastanawiam się co bierze:) To co mnie zniechęca do jego książek to język, przeładowany wymyślonymi przez pisarza przymiotnikami i neologizmami, czasami wulgarny i z zupełnie prostackimi stwierdzeniami. Ale jednak całokształt jest zupełnie porywający.

I tak jest też w najnowszej książce. Po raz kolejny Czerwiński wymyśla sytuacje zupełnie niemożliwe. Bohaterami są osoby zupełnie nijakie, które nie kreują swojego życia, a jedynie pozwalają się nieść dziejącym się wydarzeniom. Głównym bohaterem "Pigułki" jest Aleks (zwycięzca konkursu "Nobody of the Year"), młody człowiek bez pracy i perspektyw, który dla żartu zakłada profil "Fart for Malawi" i okazuje się, że doprowadza do światowej rewolucji. Wprawdzie dość szybko wychodzi na jaw, że rewolucja "nie miała ani celu, ani sensu, ani nawet wodza", ale siłę uderzenia miała całkiem niezłą:)

Czytając powieść miałam wrażenie, że Czerwiński rozprawia się z Facebookiem (a pewnie i całą ciemną stroną Internetu czy raczej ich bezmyślnymi użytkownikami) oraz korporacjami. Nie zostawia na nich suchej nitki. Krytykuje naszą "epokę jutubizacji fejskbuksizmu", a pracę w międzynarodowych koncernach sprowadza określa tak: "Rachunek był prosty i sprowadzał się w milionowych procentach od kolejnych milionów. Trzeba było tylko dać się wydymać po to, żeby później wydymać wszystkich dookoła".

Powieść mało optymistyczna, ale warta lektury i zadumy. Polecam!

Piotr Czerwiński "Pigułka wolności", Wielka litera, 2012.

niedziela, 2 czerwca 2013

Maleńka pani wielkiego domu

Powrót do wielkiego klasyka mojego dzieciństwa. Uwielbiałam Jacka Londona! Chciałam przeczytać to ponownie, aby zobaczyć jakie wrażenie książka zrobi na mnie po tylu latach.

Nadal uwielbiam Jacka Londona. Postaci tej książki są takie idealne: dwaj przystojni mężczyźni, inteligentni, bogaci, przemierzyli już cały świat i przeżyli tysiące przygód. I ona: piękna, mądra, radosna, utalentowana - potrafi śpiewać, projektować domy, jest wybitną sportsmenką, a nawet haftuje... Dziś to już nie brzmi tak dobrze. Wiem, że tacy ludzie nie istnieją. Dziś nawet mistrz Leonardo nie miałby szans być specem we wszystkich dziedzinach. A jednak przyjemnie się czyta. Kawałek świata przedstawiony w książce kusi i pociąga luksusem, ale też prawdziwą i inteligentną dobrą zabawą. Ostatecznie okazuje się, że nie ma ludzi bez wad... Ale wady głównych bohaterów też okazują się takie wyjątkowe i szlachetne!

Wracając do historii, wiadomo gdzie dwóch mężczyzn i jedna kobieta, tam zaczynają się problemy. Tutaj dodatkowo komplikuje sytuację fakt, że wszyscy żywią do siebie przeogromny szacunek i nikt nikogo nie chce zranić. Ale to niemożliwe. Ktoś musi ucierpieć. Nie powiem wam kto :) Sięgnijcie po książkę!

Jack London, "Maleńka pani wielkiego domu".