Lektura tej powieści mnie po prostu zmęczyła. Jest napisana bardzo bogatym językiem (naprawdę nauczyłam się wiele nowych słów, np. łochynie, szkoda tylko, że raczej nie będę miała okazji ich używać), który sprawia, że nie jest to lektura łatwa.
Rzecz się dzieje gdzieś na Jurze krakowsko-częstochowskiej, w okolicach Pustyni błędowskiej, daleko na wsi. Narratorem jest mały chłopiec mieszkający z dziadkami. To z jego perspektywy poznajemy świat i ludzi. Często to dość niepokojące i niezrozumiałe wizje. Chłopiec obserwuje dziadka żyjącego w swoim świecie i swoim rytmem. Babka jest mało obecna. O rodzicach nie wiemy nic. Dopiero ostatnie strony rzucają światło na wszystkie poprzednie wydarzenia, ale nie było to dla mnie jako czytelnika wielkie objawienie jak np. przy rozwiązaniu zagadki kryminalnej. Było to raczej poczucie ulgi, że jednak o coś w książce chodziło.
Jest to książka nietuzinkowa. Jeśli lubicie wyzwania intelektualne to polecam. Trudno wobec niej przejść obojętnie. Czytałam opinie i albo się ją kocha, albo nie cierpi. Ja niestety zaliczę siebie do tej drugiej grupy.
Andrzej Muszyński, "Podkrzywdzie", Wydawnictwo literackie, 2015.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz