piątek, 9 stycznia 2015

Sto dni bez słońca

 Dawno nie czytałam tak zabawnej powieści. Narratorem jest doktor polonistyki Lesław Srebroń, a książka - jego dziennikiem z pobytu na Finneganach, gdzie przebywa na wymianie uniwersyteckiej. Wprawdzie złożył dokumenty na Oxford, ewentualnie Cambridge, ale wysłano go na te dalekie wyspy. Pewnie przez pomyłkę...

I cała książka jest utrzymana w tej konwencji. Doktor Srebroń jest zadufanym w sobie, mało inteligentnym i zupełnie aspołecznym osobnikiem. Owszem, garnie się do ludzi, ale zupełnie nie potrafi z nimi współżyć. Nie rozumie żartów, wszystko bierze dosłownie, nie wyłapuje aluzji i nie zauważa, że wszyscy unikają go i wyśmiewają za jego plecami. Żyje w swoim świecie tworząc nieprawdopodobne teorie i nie wierzy nikomu, kto próbuje z nim szczerze porozmawiać.

Szczerze polecam tę lekturę. Czeka was "udatna" zabawa, jak mawia doktor Srebroń :)

Wit Szostak, "Sto dni bez słońca", Kontrapunkty, 2014.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz