niedziela, 25 listopada 2012

Edi

Edi (2002) Kolejna staroć. Ale bardzo zależało mi na obejrzeniu tego filmu. Słyszałam o nim dużo dobrego i teraz już wiem dlaczego.

Świetny film. Wybitna kreacja Henryka Gołębiowskiego. Nie chcę pisać banalnie, że udało mu się pokazać, że bezdomny też człowiek. Nie chcę też pisać pompatycznie, że oglądając film myślałam o tragicznych bohaterach grackiego dramatu czy postaciach z teatru Racine'a. Ale to było dość wstrząsające widzieć bezsilność człowieka wobec losu i jednocześnie budujące, że jednak można w najtrudniejszych sytuacjach zachować godność i człowieczeństwo. Mocny film. Bardzo polecam!



Piotr Trzaskalski, "Edi", Polska, 2002.

środa, 21 listopada 2012

Misiaczek

Misiaczek (2012)Wiem, że kino skandynawskie bywa specyficzne: mało dialogów, mało akcji... ale lubię je. Lubię patrzeć na milczących nieporuszających się bohaterów i myśleć o tym, co się dzieje w ich wnętrzu.

Ta historia mnie poruszyła. Opowiada ona o losach niemal 40-letniego kulturysty, ogromnego mężczyzny wciąż mieszkającego z mamą. Brzmi fatalnie, co? Ale on nie robi tego z wygody, jest chorobliwie nieśmiały, bez wątpienia dobrze wychowany. Może nie odnajduje się w świecie wyemancypowanych kobiet? No i jest też mama - drobniutka starsza kobieta. Oj niech was nie zmylą pozory. To prawdziwy tyran, który zrobi wszystko, aby zatrzymać syna przy sobie. Oczywiście nie zepsuję wam zabawy. Sami zobaczcie jak to się skończy.

Mads Matthiesen, "Misiaczek" ("Teddy Bear"), 2011, Dania.

No dress rehearsal

No Dress Rehearsal (Open Door Series) Nie udało mi się znaleźć informacji czy książka została przetłumaczona na język polski. Przeczytałam ją po angielsku. Jest to krótka, przyjemna do czytania książka, która nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zaczyna się od... śmierci głównej bohaterki, która nie zauważa, że właśnie straciła życia, więc zbiera siebie i potrącony rower z asfaltu i wraca do domu.

Początkowo mnie to zaintrygowało, niestety później robi się nudno. Ta cała afirmacja, żyj i korzystaj z życia, drugiego mieć nie będziesz, nie da się cofnąć czasu... Miałam te same odczucia co przy lekturze książek Paolo Coelho - czułam się traktowana jak półgłówek, któremu trzeba wytłumaczyć najprostsze rzeczy, bo sam na nie nie wpadnie.

Zdecydowanie dobrze zrobiło mi przeczytanie tej książki ze względu na język. To moja pierwsza od wielu miesięcy lektura po angielsku.

Książkę polecam, ale tylko pod jednym warunkiem - nie macie nic ciekawszego do czytania.

Marian Keyes, "No dress rehearsal", 2000

Pokłosie

Pokłosie (2012) Dla mnie to najbardziej oczekiwany film roku. I przyznaję, że bardzo mnie cieszy ta medialna nagonka na reżysera i Maćka Stuhra (jak można mieć o cokolwiek pretensje do Maćka Stuhra??). Mam nadzieję, że im więcej się będzie o filmie mówić, tym więcej osób go zobaczy. Choć nie jestem zbyt naiwna... Przeraża mnie ilość osób, które stwierdzają "filmu nie zobaczę, bo jest zły". Jak stwierdzić, że zły skoro nie widzieli? Kolejna życiowa zagadka, która mnie trapi...

Film został zainspirowany tragicznymi wydarzeniami w Jedwabnem. Ha! nawet ja piszę "tragiczne wydarzenia" zamiast nazwać rzecz po imieniu. Tak, tak, to ta miejscowość gdzie w czasie II wojny światowej Polacy wymordowali swoich żydowskich sąsiadów. Trudno uwierzyć. Nie sposób wytłumaczyć. Nawet lęk przed hitlerowcami, przed utratą własnego życia nie usprawiedliwia takiego czynu. Ale nie osądzam ich. Nie wiem jak ja zachowałabym się w obliczu zagrożenia...

Akcja filmu rozgrywa się współcześnie. Na polskiej wsi. Powoli ta głęboko schowana prawda jest odkrywana.

Przyznaję, że przede wszystkim cieszę się, że ktoś poruszył tę tematykę. Miał tyle odwagi, ale też tyle cierpliwości. Ktoś spytał mnie po co ten film. Niemcy już nie przejmują się tym, co ich przodkowie robili w czasie wojny. Przewrócili kartkę, zamknęli rozdział. Tak, zgadzam się, nie ma sensu wciąż i wciąż rozdrapywać na nowo ran. Niemcy to przerobili i mogą do tego nie wracać. A my? Nie jestem pewna.

Obecnie toczy się głównie wojna ideologiczna wokół filmu. Pytanie czy to jest dobry film? Moim zdaniem niezły. To nie jest film historyczny. To thiller i jak na ten gatunek przystało trzyma w napięciu. Temat poruszony w filmie jest mocny i film jest mocny. To co mi się podoba najbardziej to właśnie ta spójność. Chwilami film jest wstrząsający. Lubię takie filmy. Duże wrażenie na mnie zrobiły obrazy. Dobrze się stało, że ten film powstał.

Władysław Pasikowski "Pokłosie" (2012)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Ku słońcu

Ku Słońcu - Iwasiów Inga Do książki miałam dwa podejścia. Pierwsze nieudane. Po kilku stronach porzuciłam książkę zagubiona zupełnie w chaotycznych, wydawało mi się wtedy, myślach bohaterki, w postaciach, wydarzeniach, datach... Drugie podejście okazało się szczęśliwsze i z małym zdziwieniem muszę powiedzieć, że książka bardzo mi się podobała, ale nadal uważam, że nie jest to łatwa lektura.

Bohaterka (jedna z bohaterów?) wraca do Polski, aby towarzyszyć umierającej cioci. Powrót ten jest przede wszystkim powrotem do dzieciństwa, młodości, dawno niewidzianych przyjaciół. Jest też punktem zwrotnym w życiu. Jest również zatrzymaniem się nad sobą, nad życiem, refleksją nad jego sensem i nieubłaganie mijającym czasem. Lektura w sam raz na listopadowe wieczory.

Inga Iwasiów, Ku słońcu, wyd. Świat Książki, 2010.

La nuit des temps

Tym razem książka po francusku. Niestety nie doczekała się tłumaczenia na język polski, a jest to dość ciekawa lektura. Jest to powieść science-fiction. Akcja dzieje się na biegunie północnym, gdzie naukowcy odkrywają ślady cywilizacji sprzed 9 tysięcy lat. Co więcej, odnajdują hibernowanych przedstawicieli tamtego świata i udaje im się przywrócić do życia. Była to niezwykła cywilizacja, która odkryła broń jeszcze potężniejszą od broni nuklearnej, potrafiła skolonizować Księżyc i Mars. Niestety, ówczesnym ludziom zabrakło rozsądku i nieustanne spory i wojny doprowadziły do zagłady całego świata.
Książka jest niezwykle bogata w opisy tej niezwykłej cywilizacji. A mimo, że została wydana w 1968 roku jej przesłanie jest nadal aktualne.

Rene Barjavel, La nuit des temps, wyd. Presses de la Cite, 1968

czwartek, 1 listopada 2012

Wino truskawkowe

Wino truskawkowe (2008) Kino zupełnie nie w moich klimatach. Film powstał na podstawie powieści Stasiuka, który też nie należy do moich ulubionych pisarzy. Pewnie się zastanawiacie o co chodzi w oglądaniu filmów, które mnie nie interesują? Ja też:)
To kolejny dowód na to, że dużo zależy od tego kiedy i w jakich warunkach oglądamy film. Ten oglądałam w dwóch ratach, pierwsza mnie od niego odstręczyła, druga zachęciła.
Akcja dzieje się gdzieś na końcu świata. Na moje oko to Bieszczady lub okolice. Główny bohater (to dość umowne określenie) przyjeżdża tam na własne życzenie i od razu łatwo odgadnąć, że przed czymś ucieka. Dużo tu realizmu połączonego z metafizyką. Są rozmowy z duchami, picie pod sklepem, jest miłość i morderstwa... Ot życie:)
Absolutnie zachwyciła mnie muzyka Michała Lorenca. Długo zastanawiałam się i już wiem! Skojarzenia z muzyką z "Różyczki" nie były przypadkowe.

"Wino truskawkowe", reż. D. Jabłoński na podstawie "Powieści galicyjskich" A. Stasiuka, 2008