To kolejny dowód na to, że dużo zależy od tego kiedy i w jakich warunkach oglądamy film. Ten oglądałam w dwóch ratach, pierwsza mnie od niego odstręczyła, druga zachęciła.
Akcja dzieje się gdzieś na końcu świata. Na moje oko to Bieszczady lub okolice. Główny bohater (to dość umowne określenie) przyjeżdża tam na własne życzenie i od razu łatwo odgadnąć, że przed czymś ucieka. Dużo tu realizmu połączonego z metafizyką. Są rozmowy z duchami, picie pod sklepem, jest miłość i morderstwa... Ot życie:)
Absolutnie zachwyciła mnie muzyka Michała Lorenca. Długo zastanawiałam się i już wiem! Skojarzenia z muzyką z "Różyczki" nie były przypadkowe.
"Wino truskawkowe", reż. D. Jabłoński na podstawie "Powieści galicyjskich" A. Stasiuka, 2008
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz