
Rewelacyjny film! Tak niezwykła historia, że aż trudno w nią uwierzyć. Najbardziej w niej niezwykłe jest to, że wydarzyła się naprawdę. "Sugar Man" to film dokumentalny.
Główny bohater, Rodriguez, zaczynał karierę muzyczną na przełomie lat 60/70. Niestety, po nagraniu dwóch płyt nadal nie odniósł sukcesu. Dlaczego? Wydawcy jego płyt do dziś się nad tym zastanawiają. Rodriguez to naprawdę utalentowany muzyk, świetny tekściarz, według jednego z producentów o wiele lepszy niż Bob Dylan. Więc co poszło nie tak? W Stanach, skąd pochodzi, jego muzyka przeszła niezauważona. Jednak okazało się, że odniósł ogromny sukces w... RPA. Jego muzyka stanowiła inspirację dla ludzi buntujących się przeciw rządowi i jego polityce apartheidu. Sprzedano przynajmniej pół miliona jego płyt, stał się sławniejszy niż Rolling Stones czy Elvis. Ale czy to Stany czy RPA, muzyk tak naprawdę pozostaje nieznany. Krążą plotki na temat jego śmierci: ponoć podpalił się podczas koncertu, zastrzelił się na scenie, skończył w więzieniu... Nie powiem co wydarzyło się naprawdę, bo prawda jest zaskakująca.
Film zdecydowanie zasłużył na Oscara. Osobiście jestem zachwycona, że odkryłam nie tyle muzyka (choć przyznaję, że to niesamowita postać, mędrzec i niezwykle skromny człowiek), co jego muzykę. Nagrania sprzed 40 lat brzmią nadal młodo i co więcej teksty są bardzo aktualne. Gdyby udało mi się znaleźć gdzieś jego płyty kupiłabym bez wahania. A film polecam gorąco!
"Sugar Man", Malik Bendjelloul, Szwecja/Wielka Brytania, 2012.