Film przedstawia jeden z mało znanych faktów dotyczących II wojny światowej, a mianowicie udział mieszkańców kolonii (w tym wypadku mowa o Algierii i Maroku) w walkach o wyzwolenie państw-kolonizatorów (czyli Francji).
Główni bohaterowie to właśnie tacy przypadkowi rekruci z zapadłych arabskich wiosek, analfabeci, którzy nigdy nie uczęszczali do szkoły, biedacy, którzy wierzą, że narażając swoje życie będą mogli zdobyć nie tylko chwałę, ale przede wszystkim pieniądze, że wrócą do domu i będą mogli zapewnić godziwe życie starej matce, ożenić brata, itd.
I ruszają ci młodzi ludzie z wiarą, że pomagają swojej ojczyźnie (wszyscy po raz pierwszy trafiają na stary kontynent) i bardzo szybko czują, że coś jest nie tak: są wysyłani na pierwszą linię walk, w kantynie nie mają takiego samego jedzenia jak inni, omijają ich awansy na wyższe stopnie żołnierskie.
Z jednej strony jest to film wojenny. Mamy batalie, strach, ostrzeliwania, a z drugiej strony film jest mocnym oskarżeniem Francji czy innych krajów, które okrutnie wykorzystały do swych celów mieszkańców kolonii nie oferując nic w zamian.
"Dni chwały" ("Indigenes"), reż. Rachid Bouchareb, Belgia/Francja/Algieria/Maroko, 2006.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz