niedziela, 26 sierpnia 2012

To nie jest kraj dla starych ludzi

To nie jest kraj dla starych ludzi (2007)  W ten weekend ponownie zabrałam się na nadrabianie kinowych zaległości. Rozpoczęłam od filmu braci Coen "To nie jest kraj dla starych ludzi". Słyszałam od znajomych, że to dobry film. Zwykle nie pytam dlaczego, bo chcę mieć niespodziankę no i tym razem niespodzianka była spora. Zupełnie mnie zatkało, nie wiem po co zrobiono ten film. Z założenia jest on thrillerem. Mnie specjalnie w napięciu nie trzymał. Jeśli krew leje się strumieniami, a trup sieje się zbyt gęsto, mój mózg przestaje się stresować i przechodzi na tryb "fun" i przestaje brać na poważnie to co widzi. Zwykle lubię filmy niedopowiedziane, w których twórca pozwala widzowi stworzyć swoje własne zakończenie (ewentualnie zostawia sobie otwartą furtkę do nagrania kolejnej części). W tym filmie mam jednak proste wrażenie, że zwyczajnie zabrakło pomysłu na koniec.

Być może po prostu nie zrozumiałam filmu. Ale streściłabym jego treść jednym zdaniem: psychopaci zdarzali się w każdej epoce. Nie jest to wymysł współczesności. Zdecydowanie nie polecam i nie rozumiem skąd te cztery Oscary.

"To nie jest kraj dla starych ludzi", reż. Joel Coen, Ethan Cohen, 2007.

sobota, 25 sierpnia 2012

Zamek z piasku, który runął - film

Millennium: Zamek z piasku, który runął (2009) Aby zakończyć moją przygodę z "Millenium" obejrzałam trzecią część filmu. Ponownie dochodzę do wniosku, że jednak książki mają niesamowitą przewagę nad filmem. W tym przypadku film w porównaniu z książką znów wydaje się biedniutki. Absolutnie rozumiem, że nie da się w jakimś racjonalnym czasie zawrzeć wszystkich wątków powieści. Zresztą pewnie działało by to na szkodę filmy czyniąc go mało przejrzystym. Ale pojawia się też wiele przekłamań w stosunku do powieści. Odnoszę wrażenie, że realizatorzy filmu chcieli wprowadzić więcej napięcia, co moim zdaniem, działa na szkodę filmu. Chwilami odnosiłam wrażenie, że dobry thriller przechodzi w łzawy melodramat.

Przyznaję jednak, że nie znając książki uznałabym, że to niezły film.

"Zamek z piasku, który runął", reż. Daniel Alfredson, 2009

piątek, 24 sierpnia 2012

Kroniki jerozolimskie

 Zastanawiałam się czy pisać o tej książce. Z tego co wiem nie została jeszcze przetłumaczona na język polski. Piszę jeszcze, bo mam nadzieję, że to nastąpi. Autor już był tłumaczony na nasz język w innym komiksie "Kroniki birmańskie". Ja przeczytałam książkę po francusku, języku autora, który jest Kanadyjczykiem. Jednak uważam, że książka jest genialna. Jest to komiks zawierający ponad 300 stron! Autor przyjeżdża ze swoją rodziną do Izraela. Jego żona pracuje dla "Lekarzy bez granic". On sam jest autorem komiksów. Spędza rok na poznawaniu kraju, ludzi go zamieszkujących, prowadzeniu konferencji i warsztatów dla młodzieży, no i oczywiście na tworzeniu kroniki.

Przyznaję, że książka jest mi bliska ze względu na tematykę. Fascynuje mnie Izrael ze swoją historią, skomplikowaną sytuacją, przeciwieństwami go tworzącymi. Jeśli chodzi o autora, to zachwyca mnie jego świeże spojrzenie. Patrzy na świat z dużą ciekawością charakteryzującą głównie dzieci. Po prostu zachwycające!

Guy Delisle, "Chroniques de Jerusalem", ed. G. Delcourt, 2011

czwartek, 23 sierpnia 2012

Zamek z piasku, który runął

Zamek z piasku, który runął - Stieg Larsson Właśnie skończyłam trzecią część "Millenium". Naprawdę dobra książka. Dobry kryminał. Trzyma w napięciu jak należy. Czasami jako czytelnik miałam wrażenie, że autor trochę za dużo mówi i nie zostawia miejsca na niespodzianki, ale to tylko złudzenie. Jest sporo niespodzianek. Lektura godna polecenia.

Już czytając pierwszą część odnosiłam wrażenie, że nie chodzi tu o zwykły kryminał. Larsson posłużył się powieścią, aby bronić praw kobiet. I chwała mu za to! W trzeciej części znalazłam piękny cytat na potwierdzenie mojej tezy: "Kiedy się dobrze przyjrzeć, to w całej tej historii nie chodzi o szpiegów i służby państwowe, ale przede wszystkim o zwyczajną przemoc wobec kobiet i o mężczyzn, którzy się jej dopuszczają" (str. 492).

Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął", wyd. Czarna owca, 2009.

środa, 22 sierpnia 2012

Mała wielka miłość

Mała wielka miłość (2008) Wiem. że wyjdę na hipokrytkę. Z jednej strony powtarzam, że nie lubię komedii romantycznych, a z drugiej strony ciągle je oglądam. Ale naprawdę nie mam ochoty na ambitne kino podczas tych leniwych wakacji. Zresztą takie filmy skutecznie pozwalają mi zapomnieć o mrocznych tajemnicach bohaterów "Millenium".

"Mała wielka miłość" jest kolejną banalną komedią, gdzie kolejne wydarzenia i koniec są łatwe do przewidzenia. On jest Amerykaninem. Bogatym playboyem zajętym zarabianiem wielkich pieniędzy, niekoniecznie w uczciwy sposób. Ona biedną, ale porządną Polką, która po powrocie do domu odkrywa, że jest z ciąży.

Zgodnie z zasadami nie opisuję zakończenia, ale... No cóż... Już je znacie :)

Zauważyłam ostatnio, że w każdym filmie musi znaleźć się homoseksualista. Zastanawiam się czy to moda, czy sposób na edukowanie społeczeństwa.

"Mała wielka miłość", reż. Łukasz Karwowski, 2008

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Śniadanie do łóżka

Śniadanie do łóżka (2010)Chciałam obejrzeć coś lekkiego i przyjemnego w ten weekend i sięgnęłam po "Śniadanie do łóżka". No cóż, wiedząc, że nie jestem fanką komedii romantycznych mogłam sobie darować. Bardzo przewidywalna i niezbyt porywająca fabuła. Zastanawiam się dlaczego w polskich filmach grają ciągle ci sami aktorzy: Karolak, Adamczyk... Trzeba przyznać, że Gosia Socha pięknie wygląda w tym filmie. Można obejrzeć pod warunkiem, że nie ma się nic innego do roboty.

"Śniadanie do łóżka", reż. Krzysztof Lang, 2010

środa, 15 sierpnia 2012

Zwerbowana miłość

Zwerbowana miłość (2009)
Urządziłam dziś sobie filmowe popołudnie. Akcja "Zwerbowanej miłości" dzieje się w roku 1989, tuż przed upadkiem komuny. Na początku filmu, widząc jak agent SB uwodzi prostytutkę spodziewałam się jakiegoś mrocznego melodramatu. Jednak zakończenie zaskoczyło mnie. Z przymrużeniem oka. Lubię być zaskakiwana :) 

Niezła rola Joanny Orleańskiej i jak zwykle niezawodny Robert Więckiewicz.




"Zwerbowana miłość", reż. Tadeusz Król, 2010

Dziewczyna, która igrała z ogniem - film

Po lekturze, ponownie sięgnęłam po film. Doszłam do wniosku, że im lepsza książka tym trudniej zrobić na jej podstawie dobry film. Filmowa wersja jest naprawdę uboga. Nie zawiera wielu wątków i jest sporym uproszczeniem. No i przyznaję, że aktorzy nie wyglądają tak jak moje wyobrażenia o postaciach :) Jednak nadal polecałabym ten film na jakiś leniwy wieczór.


Dziewczyna, która igrała z ogniem

Skończyłam dziś lekturę drugiej części trylogii Stiega Larssona. Osobiście bardziej podobała mi się od pierwszej. Więcej akcji, więcej trupów;) Podoba mi się, że akcja dotyczy teraźniejszości, a nie zaginięcia sprzed 40 lat jak poprzednio. Ale tu też rozwiązanie zagadki znajduje się w przeszłości. Wreszcie odkrywamy sekret tajemniczej Lisabeth Salander.



Dziewczyna, która igrała z ogniem - Stieg LarssonPowtarzam, że bardzo podobała mi się książka, ale chwilami drażniło mnie, że postaci są tak biało-czarne, albo dobre, albo złe. Lisabeth jest przedstawiona jako genialna siłaczka, której policja nie jest w stanie znaleźć przez wiele tygodni w jej własnym mieszkaniu. Ale najbardziej rozbawił mnie moment, kiedy wydostaje się z dołu, w którym została zakopana żywcem (oj chyba za dużo powiedziałam, no ale trudno, skoro jest trzecia część to chyba wszyscy już się domyślili, że główni bohaterowie przeżyją). "Poczuła falę paniki. Nie mogła oddychać. Nie mogła się poruszać. Była uwięziona we wnętrzu ziemi pod tonami piachu." (str. 475) I ta drobna dziewczyna, zmaltretowana i postrzelona ze dwa czy trzy razy, wykopuje się spod tych "ton piachu". Innym elementem, który raczej rozczula niż denerwuje, jest bezgraniczne zaufanie i oddanie Michaela Blomkvista. Ach, to prawdziwy rycerz na białym koniu. Któraż z dziewczyn nie pragnęłaby mieć takiego kompana!

Podobnie jak w pierwszej części "Millenium" autor podkreśla wartości drogie państwu szwedzkiemu: wolność wypowiedzi, parytet, prawo do prywatności. Czy wiecie na przykład, że w Szwecji prostytucja jest nielegalna? Powiecie, że jak wszędzie. Nie. Stręczycielstwo jest karalne. Sama prostytucja pozostaje poza prawem. A w Szwecji jest nielegalna.

Stieg Larsson, "Dziewczyna, która igrała z ogniem", Czarna Owca, 2009


piątek, 10 sierpnia 2012

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - film

Między książką a jej adaptacją filmową zawsze wybiorę książkę. Uważam, że naprawdę trudno przetłumaczyć na obrazy słowo pisane nie pozbawiając go jego bogactwa i złożoności. Do szału doprowadzają mnie "filmy gadane" jak to nazywam, gdzie od początku do końca narrator opowiada historię.  Jako przykład mogę podać "Pachnidło" Wolałabym już posłuchać audiobooka. Przynajmniej moja wyobraźnia mogłaby poszaleć...

Jedną z większych dla mnie zagadek jest to, jak ludzie, którzy nie czytali przygód Harrego Pottera zrozumieli filmy. Książka zawiera tyle wątków, że film nie był w stanie choć w przybliżeniu ich przedstawić. Nadal zastanawiam się czy te osoby są tak inteligentne, żeby to w skrócie ogarnąć czy po prostu tak mało wymagające.

Ale przyznaję, że widziałam kilka świetnych adaptacji. Nie wiem czy lepszych od książki, ale naprawdę dobrych. W zasadzie to te najlepsze bazują na książce, ale jednak są bytem paralelnym. Funkcjonują jakby poza książka. Myślę na przykład o adaptacji "Niebezpiecznych związków" z genialnym Johnem Malkovichem i Glenn Close.

Wracając do "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet". Po lekturze książki zachciało mi się wrócić do filmu. A co tam! w końcu są wakacje! Wbrew moim obawom nie rozczarowałam się zbyt mocno. Oczywiście, film jest okrojoną wersją książki. Jest dużo skrótów, ominięć czy nawet przekłamań w stosunku do książki. Ale to było nie do uniknięcia moim zdaniem. Natomiast film nadal tworzy spójną całość i dość przyjemnie się go ogląda pod warunkiem, że nie jest się zbyt wrażliwym. Taki film w sam raz na okres urlopowy, ale tylko dla dorosłych. Nie poleciłabym go w kinie familijnym.

No i zastanawiam się nad obejrzeniem "Dziewczyny z tatuażem". Jakoś nie mam ochoty. A wy? Widzieliście ten film? Polecilibyście?

czwartek, 9 sierpnia 2012

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Tak, to już dość stara książka, ale często zdarza mi się, że kiedy robi się głośno o jakiejś książce uprzedzam się do niej. Pamiętam lata temu popularność takich książek jak "Spóźnieni kochankowie" Williama Whartona czy "Alchemika" Paolo Cohelo. Poszłam za stadem i do dziś nie rozumiem jak te książki stały się bestsellerami. Ale oczywiście de gustibus non est disputandum...

A więc kiedy wszyscy zachwycali się się trylogią Stiega Larssona nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Dopiero po obejrzeniu filmu (kooperacja duńsko-szwedzko-norwesko-niemiecka) pomyślałam, że może jednak by przeczytać. Książka w formie e-booka musiała poczekać do urlopu. Nadszedł właśnie jej czas.

Jest to zgrabnie napisany thriller, który czyta się jednym tchem. Głównymi bohaterami są dziennikarz śledczy, Michael Blomkvist, specjalizujący się w tropieniu przestępstw finansowych oraz Lisabeth Salander, światowej klasyka hakerka o niezwykle skomplikowanej przeszłości. Są to osoby żyjące w dwóch zupełnie do siebie nie pasujących światach. Spotykają się przy rozwiązywaniu sprawy sprzed czterdziestu lat kiedy to zaginęła szesnastoletnia dziewczyna należąca do bogatej rodziny potentatów przemysłowych.

To streszczenie w żaden sposób nie oddaje bogactwa książki, która według mnie świetnie wpisuje się w szwedzkie klimaty. Dość mroczne, pełen tajemnic i całego stada trupów w szafie. I jeszcze jedno: swoboda obyczajowa Szwedów może szokować. Doskonale rozumiem, że ktoś może tak żyć, ale przyznaję, to zdecydowanie nie dla mnie. Idealna lektura na urlop!

Stieg Larsson, "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", wyd. Czarna Owca, 2008

Początek

Myśl o stworzeniu tego bloga chodziła za mną od paru miesięcy. Uwielbiam czytać. Czytam odkąd tego się nauczyłam czyli od bardzo młodego wieku. I czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce: książki, gazety, ulotki... Pamiętam wakacje u cioci, która odsuwała ode mnie wszelkie kartony i pojemniki podczas jedzenia cierpliwie powtarzając: "Tego się nie czyta, to się je". Myślę, że jednak czytanie jest ciekawsze od jedzenia;)