Między książką a jej adaptacją filmową zawsze wybiorę książkę. Uważam, że naprawdę trudno przetłumaczyć na obrazy słowo pisane nie pozbawiając go jego bogactwa i złożoności. Do szału doprowadzają mnie "filmy gadane" jak to nazywam, gdzie od początku do końca narrator opowiada historię. Jako przykład mogę podać "Pachnidło" Wolałabym już posłuchać audiobooka. Przynajmniej moja wyobraźnia mogłaby poszaleć...
Jedną z większych dla mnie zagadek jest to, jak ludzie, którzy nie czytali przygód Harrego Pottera zrozumieli filmy. Książka zawiera tyle wątków, że film nie był w stanie choć w przybliżeniu ich przedstawić. Nadal zastanawiam się czy te osoby są tak inteligentne, żeby to w skrócie ogarnąć czy po prostu tak mało wymagające.
Ale przyznaję, że widziałam kilka świetnych adaptacji. Nie wiem czy lepszych od książki, ale naprawdę dobrych. W zasadzie to te najlepsze bazują na książce, ale jednak są bytem paralelnym. Funkcjonują jakby poza książka. Myślę na przykład o adaptacji "Niebezpiecznych związków" z genialnym Johnem Malkovichem i Glenn Close.
Wracając do "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet". Po lekturze książki zachciało mi się wrócić do filmu. A co tam! w końcu są wakacje! Wbrew moim obawom nie rozczarowałam się zbyt mocno. Oczywiście, film jest okrojoną wersją książki. Jest dużo skrótów, ominięć czy nawet przekłamań w stosunku do książki. Ale to było nie do uniknięcia moim zdaniem. Natomiast film nadal tworzy spójną całość i dość przyjemnie się go ogląda pod warunkiem, że nie jest się zbyt wrażliwym. Taki film w sam raz na okres urlopowy, ale tylko dla dorosłych. Nie poleciłabym go w kinie familijnym.
No i zastanawiam się nad obejrzeniem "Dziewczyny z tatuażem". Jakoś nie mam ochoty. A wy? Widzieliście ten film? Polecilibyście?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz