Skończyłam dziś lekturę drugiej części trylogii Stiega Larssona. Osobiście bardziej podobała mi się od pierwszej. Więcej akcji, więcej trupów;) Podoba mi się, że akcja dotyczy teraźniejszości, a nie zaginięcia sprzed 40 lat jak poprzednio. Ale tu też rozwiązanie zagadki znajduje się w przeszłości. Wreszcie odkrywamy sekret tajemniczej Lisabeth Salander.

Powtarzam, że bardzo podobała mi się książka, ale chwilami drażniło mnie, że postaci są tak biało-czarne, albo dobre, albo złe. Lisabeth jest przedstawiona jako genialna siłaczka, której policja nie jest w stanie znaleźć przez wiele tygodni w jej własnym mieszkaniu. Ale najbardziej rozbawił mnie moment, kiedy wydostaje się z dołu, w którym została zakopana żywcem (oj chyba za dużo powiedziałam, no ale trudno, skoro jest trzecia część to chyba wszyscy już się domyślili, że główni bohaterowie przeżyją). "Poczuła falę paniki. Nie mogła oddychać. Nie mogła się poruszać. Była uwięziona we wnętrzu ziemi pod tonami piachu." (str. 475) I ta drobna dziewczyna, zmaltretowana i postrzelona ze dwa czy trzy razy, wykopuje się spod tych "ton piachu". Innym elementem, który raczej rozczula niż denerwuje, jest bezgraniczne zaufanie i oddanie Michaela Blomkvista. Ach, to prawdziwy rycerz na białym koniu. Któraż z dziewczyn nie pragnęłaby mieć takiego kompana!
Podobnie jak w pierwszej części "Millenium" autor podkreśla wartości drogie państwu szwedzkiemu: wolność wypowiedzi, parytet, prawo do prywatności. Czy wiecie na przykład, że w Szwecji prostytucja jest nielegalna? Powiecie, że jak wszędzie. Nie. Stręczycielstwo jest karalne. Sama prostytucja pozostaje poza prawem. A w Szwecji jest nielegalna.
Stieg Larsson, "Dziewczyna, która igrała z ogniem", Czarna Owca, 2009
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz