
W ten weekend ponownie zabrałam się na nadrabianie kinowych zaległości. Rozpoczęłam od filmu braci Coen "To nie jest kraj dla starych ludzi". Słyszałam od znajomych, że to dobry film. Zwykle nie pytam dlaczego, bo chcę mieć niespodziankę no i tym razem niespodzianka była spora. Zupełnie mnie zatkało, nie wiem po co zrobiono ten film. Z założenia jest on thrillerem. Mnie specjalnie w napięciu nie trzymał. Jeśli krew leje się strumieniami, a trup sieje się zbyt gęsto, mój mózg przestaje się stresować i przechodzi na tryb "fun" i przestaje brać na poważnie to co widzi. Zwykle lubię filmy niedopowiedziane, w których twórca pozwala widzowi stworzyć swoje własne zakończenie (ewentualnie zostawia sobie otwartą furtkę do nagrania kolejnej części). W tym filmie mam jednak proste wrażenie, że zwyczajnie zabrakło pomysłu na koniec.
Być może po prostu nie zrozumiałam filmu. Ale streściłabym jego treść jednym zdaniem: psychopaci zdarzali się w każdej epoce. Nie jest to wymysł współczesności. Zdecydowanie nie polecam i nie rozumiem skąd te cztery Oscary.
"To nie jest kraj dla starych ludzi", reż. Joel Coen, Ethan Cohen, 2007.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz