piątek, 28 grudnia 2012

1000 lat wkurzania Francuzów


1000 lat wkurzania Francuzów - Clarke StephenBardzo chciałam przeczytać tę książkę. Wyobrażałam ją sobie jako zbiór potwierdzonych prawd historycznych dotyczących historii Francji przedstawionych w zabawny sposób z angielskiego punktu widzenia. W końcu Anglicy słyną z poczucia humoru. Wprawdzie znałam poprzednie książki autora i nie miałam o nim najlepszego zdania – według mnie w swoich powieściach Clarke powiela wszystkie znane mi o Francuzach stereotypy, ale postanowiłam dać mu szansę. W końcu, trzeba by mieć nie lada tupet, żeby wydać książkę o historii Francji nie znając tej historii…
No cóż, Clarke ma niezły tupet. Owszem, nieźle przybliża zarys dziejów Francji, ale popełnia dość podstawowe błędy (np. według niego Napoleon walczył przeciwko Polakom), których nie wybaczają mu nawet jego wydawca czy tłumacz. Do swoich „historycznych” prawd autor nie podaje przypisów. Jedynie na końcu książki znajduje się „wybrana bibliografia”.
Trudno więc mówić tu o książce historycznej, pozostał mi więc liczyć na dobrą zabawę. Niestety, na humor też nie można było liczyć. Jest nie tyle ciężki co po prostu ciężkostrawny. Chwilami książka jest naprawdę niesmaczna.
Bardzo zmęczyła mnie ta lektura. Polecam tylko masochistom.

Stephen Clarke, 1000 lat wkurzania Francuzów, W.A.B., 2012.

niedziela, 23 grudnia 2012

Wesołych Świąt!

Drodzy czytelnicy!

Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!
Życzę Wam ciekawych lektur 
i poruszających filmów 
przy dobrym winie i pysznym jedzeniu.
I żeby nie poszło w boczki;)





niedziela, 9 grudnia 2012

Trafny wybór

Trafny wybór - Rowling Joanne K.Pierwsza książka J. K. Rowling po Harrym Poterze. Przyznam, że czekałam na nią z niecierpliwością. Trochę niepokoiła mnie zapowiedź, że będzie to książka dla dorosłych, nie miałam pojęcia co to oznacza.

Historia dzieje się w pewnej małej miejscowości. Zupełnie niespodziewanie umiera jeden z radnych, co pociąga za sobą szereg kolejnych zdarzeń. Oczywiście chodzi tu między innymi o władzę - ktoś musi zająć miejsce zmarłego. Wkrótce po tej nieoczekiwanej śmierci pojawiają się na stronie rady wpisy podpisane przez "ducha" zmarłego, a wyjawiają one głęboko skrywane sekrety mieszkańców miasteczka.

Pierwsze 100 stron (na ponad 500) były dla mnie dość ciężkie, trudno było mi zapamiętać kto jest kim, czyim mężem/żoną/dzieckiem, kto należy do jakiej frakcji. A postaci w tej książce jest sporo. Ale kiedy już zaczęłam się w tym orientować powieść przeczytałam w ciągu jednego dnia (niech żyją weekendy!). Trzeba przyznać, że pisarka potrafi ciekawie opowiadać historie. Łatwo rozpoznać jej styl, bardzo przypomina narrację z HP. Pięknie opisuje postaci, z lekką ironią wyłapuje ich małostkowości i logicznie jest w stanie wytłumaczyć ich najmniej racjonalne postępowania. To co mi przeszkadzało w lekturze to spora dawka wulgaryzmów. Pewnie można to tłumaczyć próbą oddania rynsztokowych wypowiedzi niektórych członków tej małej społeczności wywodzących się z patologicznego środowiska.

Sporą grupą postaci jest młodzież. I myślę, że to również może być docelowa grupa czytelników J. K. Rowling. Z pewnością odnajdą się w tych zagubionych bądź zbuntowanych (w zasadzie jedno nie wyklucza drugiego) nastolatkach.

Książka wciąga mocno. Bardzo polecam tę lekturę. W sam raz na długie zimowe wieczory. No chyba że pójdziecie z moje ślady i pozbawicie się przyjemności delektowania się powieścią i przeczytacie ją w dwa dni.

J. K. Rowling, "Trafny wybór", Znak, 2012.



Tango libre

Tango Libre (2012)Film opowiada o zderzeniu się dwóch światów. W tym pierwszym żyje strażnik więzienny. To świat niezwykle poukładany, gdzie nic nie dzieje się przypadkowo i wszystko można przewidzieć. W drugim świecie żyje kobieta. Jest to świat spontaniczny, w którym można robić to na co ma się ochotę i gdzie nie trzeba dokonywać wyborów. W sumie dość łatwo odgadnąć jak to się skończy, ale przez moment film trzyma w napięciu.
Przyznaję, że film nie wywarł na mnie większego wrażenia. Spodziewałam się większej finezji w opowiedzeniu tej historii.
"Tango libre", reż. Frederic Fonteyne, Belgia, Francja, Luksemburg, 2012.

Arab strzela, Żyd się cieszy

Arab strzela żyd się cieszy - Paweł Smoleński
Ta książka jest równie fascynująca jak kraj, o którym opowiada. Jest to tom reportaży poświęconych Izraelowi, krajowi pełnemu paradoksów i od jakiegoś czasu fascynującego mnie niezmiernie. Został on poprzedzony innymi reportażami pt. "Izrael już nie pofrunie". Różnica polega na tym, że ten pierwszy jest zapisem uwag Arabów na temat państwa Izrael, a ten drugi to kraj widziany oczami Izraelczyków.

Znalazłam niedawno genialny mem na temat konfliktu izraelsko-arabskiego: "Żydzi i muzułmanie ciągle ze sobą wojują, a przecież wystarczyłoby postawić między nimi wielki mur z boczku". Uśmiałam się zdrowo, ale to genialne w swej prostocie rozwiązanie jest zupełnie nierealne. Izrael i Palestyna, nawet jeśli jest im to nie na rękę, są ze sobą ściśle połączone. To dlatego ich rozdzielenie nie jest możliwe.

Ale w tej książce Smoleński nie zajmuje się sytuacją międzynarodową, on skupia się tylko i wyłącznie na Izraelu i nawet w tym malutkim kraju sytuacja jest niesamowicie skomplikowana. Bo Izraelczyk to może być żyd, ale może też być arab, a nie każdy arab jest muzułmaninem... I nie tylko osoby z zewnątrz się w tym gubią. Przytoczę wam fragment książki: "Opowiedziałem więc Fayekowi o żydowskiej dziewczynie, którą widziałem za murami Starego Miasta. Weszła do sklepu, spojrzała na sprzedawcę i powiedziała, że u Araba nie zostawi ani szekla. Była w jej głosie tak głęboka pogarda, że sprzedawca (okazało się, że to akurat Żyd z Maroka) aż się skulił".
To zbiór opisów spotkań z bardzo różnymi osobami, o różnych poglądach i doświadczeniach. Piękny opis tego pięknego kraju.
P. Smoleński, "Arab strzela, Żyd się cieszy", Świat książki, 2012

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Obława

Obława (2012) Kolejny świetny polski film. Spodobał mi się z wielu względów. Po pierwsze nie jest oczywisty. Nic nie jest białe ani czarne. Jak w życiu. Między bielą a czernią jest całe spektrum szarości. Po drugie różne wątki można różnie interpretować. Uwielbiam kiedy film czy książka daje mi taką możliwość. To było zabawne kiedy ze znajomymi poszliśmy do kawiarni porozmawiać o filmie, czasem miałam wrażenie, że rozmawialiśmy o innym seansie! Po trzecie, uwiodła mnie w tym filmie cisza. Można było zobaczyć i usłyszeć las bez muzyki w tle. Myślę, że nadawało to realizmu oglądanym scenom. Po czwarte gra Dorocińskiego i Stuhra to prawdziwy majstersztyk. Po piąte, spodobała mi się fabuła, która nie jest linearna. Powoli odkrywamy, że to co wydaje się proste, wcale takie nie jest. No i na koniec dorzucę żart koleżanki: "Warto iść na ten film choćby po to, żeby zobaczyć Weronikę Rosati bez makijażu" :) Naprawdę polecam!
M. Krzyształowicz, "Obława", Polska, 2012

Kobiety z 6. piętra

Kobiety z 6. piętra (2010) Znakomita francuska komedia! Bardzo subtelny, a jednocześnie zabawny film. W jednej kamienicy żyją ludzie z dwóch światów. Z jednej strony stateczni mieszczanie, a na 6. piętrze, na które trzeba wchodzić osobnym wejściem dla służby i gdzie jest wspólna, wciąż zapychająca się toaleta, mieszkają ich pokojówki. Z jednej strony spokojne wygodne życie w luksusach, z drugiej strony ciężka praca, ale też radość i żywiołowość. Film wydaje mi się nie tylko zabawny, ale też prawdziwy. Do tego należy jeszcze podkreślić znakomitą obsadę. Sama przyjemność!




"Kobiety z 6. piętra", Philippe Le Goay, Francja, 2011.

niedziela, 25 listopada 2012

Edi

Edi (2002) Kolejna staroć. Ale bardzo zależało mi na obejrzeniu tego filmu. Słyszałam o nim dużo dobrego i teraz już wiem dlaczego.

Świetny film. Wybitna kreacja Henryka Gołębiowskiego. Nie chcę pisać banalnie, że udało mu się pokazać, że bezdomny też człowiek. Nie chcę też pisać pompatycznie, że oglądając film myślałam o tragicznych bohaterach grackiego dramatu czy postaciach z teatru Racine'a. Ale to było dość wstrząsające widzieć bezsilność człowieka wobec losu i jednocześnie budujące, że jednak można w najtrudniejszych sytuacjach zachować godność i człowieczeństwo. Mocny film. Bardzo polecam!



Piotr Trzaskalski, "Edi", Polska, 2002.

środa, 21 listopada 2012

Misiaczek

Misiaczek (2012)Wiem, że kino skandynawskie bywa specyficzne: mało dialogów, mało akcji... ale lubię je. Lubię patrzeć na milczących nieporuszających się bohaterów i myśleć o tym, co się dzieje w ich wnętrzu.

Ta historia mnie poruszyła. Opowiada ona o losach niemal 40-letniego kulturysty, ogromnego mężczyzny wciąż mieszkającego z mamą. Brzmi fatalnie, co? Ale on nie robi tego z wygody, jest chorobliwie nieśmiały, bez wątpienia dobrze wychowany. Może nie odnajduje się w świecie wyemancypowanych kobiet? No i jest też mama - drobniutka starsza kobieta. Oj niech was nie zmylą pozory. To prawdziwy tyran, który zrobi wszystko, aby zatrzymać syna przy sobie. Oczywiście nie zepsuję wam zabawy. Sami zobaczcie jak to się skończy.

Mads Matthiesen, "Misiaczek" ("Teddy Bear"), 2011, Dania.

No dress rehearsal

No Dress Rehearsal (Open Door Series) Nie udało mi się znaleźć informacji czy książka została przetłumaczona na język polski. Przeczytałam ją po angielsku. Jest to krótka, przyjemna do czytania książka, która nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zaczyna się od... śmierci głównej bohaterki, która nie zauważa, że właśnie straciła życia, więc zbiera siebie i potrącony rower z asfaltu i wraca do domu.

Początkowo mnie to zaintrygowało, niestety później robi się nudno. Ta cała afirmacja, żyj i korzystaj z życia, drugiego mieć nie będziesz, nie da się cofnąć czasu... Miałam te same odczucia co przy lekturze książek Paolo Coelho - czułam się traktowana jak półgłówek, któremu trzeba wytłumaczyć najprostsze rzeczy, bo sam na nie nie wpadnie.

Zdecydowanie dobrze zrobiło mi przeczytanie tej książki ze względu na język. To moja pierwsza od wielu miesięcy lektura po angielsku.

Książkę polecam, ale tylko pod jednym warunkiem - nie macie nic ciekawszego do czytania.

Marian Keyes, "No dress rehearsal", 2000

Pokłosie

Pokłosie (2012) Dla mnie to najbardziej oczekiwany film roku. I przyznaję, że bardzo mnie cieszy ta medialna nagonka na reżysera i Maćka Stuhra (jak można mieć o cokolwiek pretensje do Maćka Stuhra??). Mam nadzieję, że im więcej się będzie o filmie mówić, tym więcej osób go zobaczy. Choć nie jestem zbyt naiwna... Przeraża mnie ilość osób, które stwierdzają "filmu nie zobaczę, bo jest zły". Jak stwierdzić, że zły skoro nie widzieli? Kolejna życiowa zagadka, która mnie trapi...

Film został zainspirowany tragicznymi wydarzeniami w Jedwabnem. Ha! nawet ja piszę "tragiczne wydarzenia" zamiast nazwać rzecz po imieniu. Tak, tak, to ta miejscowość gdzie w czasie II wojny światowej Polacy wymordowali swoich żydowskich sąsiadów. Trudno uwierzyć. Nie sposób wytłumaczyć. Nawet lęk przed hitlerowcami, przed utratą własnego życia nie usprawiedliwia takiego czynu. Ale nie osądzam ich. Nie wiem jak ja zachowałabym się w obliczu zagrożenia...

Akcja filmu rozgrywa się współcześnie. Na polskiej wsi. Powoli ta głęboko schowana prawda jest odkrywana.

Przyznaję, że przede wszystkim cieszę się, że ktoś poruszył tę tematykę. Miał tyle odwagi, ale też tyle cierpliwości. Ktoś spytał mnie po co ten film. Niemcy już nie przejmują się tym, co ich przodkowie robili w czasie wojny. Przewrócili kartkę, zamknęli rozdział. Tak, zgadzam się, nie ma sensu wciąż i wciąż rozdrapywać na nowo ran. Niemcy to przerobili i mogą do tego nie wracać. A my? Nie jestem pewna.

Obecnie toczy się głównie wojna ideologiczna wokół filmu. Pytanie czy to jest dobry film? Moim zdaniem niezły. To nie jest film historyczny. To thiller i jak na ten gatunek przystało trzyma w napięciu. Temat poruszony w filmie jest mocny i film jest mocny. To co mi się podoba najbardziej to właśnie ta spójność. Chwilami film jest wstrząsający. Lubię takie filmy. Duże wrażenie na mnie zrobiły obrazy. Dobrze się stało, że ten film powstał.

Władysław Pasikowski "Pokłosie" (2012)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Ku słońcu

Ku Słońcu - Iwasiów Inga Do książki miałam dwa podejścia. Pierwsze nieudane. Po kilku stronach porzuciłam książkę zagubiona zupełnie w chaotycznych, wydawało mi się wtedy, myślach bohaterki, w postaciach, wydarzeniach, datach... Drugie podejście okazało się szczęśliwsze i z małym zdziwieniem muszę powiedzieć, że książka bardzo mi się podobała, ale nadal uważam, że nie jest to łatwa lektura.

Bohaterka (jedna z bohaterów?) wraca do Polski, aby towarzyszyć umierającej cioci. Powrót ten jest przede wszystkim powrotem do dzieciństwa, młodości, dawno niewidzianych przyjaciół. Jest też punktem zwrotnym w życiu. Jest również zatrzymaniem się nad sobą, nad życiem, refleksją nad jego sensem i nieubłaganie mijającym czasem. Lektura w sam raz na listopadowe wieczory.

Inga Iwasiów, Ku słońcu, wyd. Świat Książki, 2010.

La nuit des temps

Tym razem książka po francusku. Niestety nie doczekała się tłumaczenia na język polski, a jest to dość ciekawa lektura. Jest to powieść science-fiction. Akcja dzieje się na biegunie północnym, gdzie naukowcy odkrywają ślady cywilizacji sprzed 9 tysięcy lat. Co więcej, odnajdują hibernowanych przedstawicieli tamtego świata i udaje im się przywrócić do życia. Była to niezwykła cywilizacja, która odkryła broń jeszcze potężniejszą od broni nuklearnej, potrafiła skolonizować Księżyc i Mars. Niestety, ówczesnym ludziom zabrakło rozsądku i nieustanne spory i wojny doprowadziły do zagłady całego świata.
Książka jest niezwykle bogata w opisy tej niezwykłej cywilizacji. A mimo, że została wydana w 1968 roku jej przesłanie jest nadal aktualne.

Rene Barjavel, La nuit des temps, wyd. Presses de la Cite, 1968

czwartek, 1 listopada 2012

Wino truskawkowe

Wino truskawkowe (2008) Kino zupełnie nie w moich klimatach. Film powstał na podstawie powieści Stasiuka, który też nie należy do moich ulubionych pisarzy. Pewnie się zastanawiacie o co chodzi w oglądaniu filmów, które mnie nie interesują? Ja też:)
To kolejny dowód na to, że dużo zależy od tego kiedy i w jakich warunkach oglądamy film. Ten oglądałam w dwóch ratach, pierwsza mnie od niego odstręczyła, druga zachęciła.
Akcja dzieje się gdzieś na końcu świata. Na moje oko to Bieszczady lub okolice. Główny bohater (to dość umowne określenie) przyjeżdża tam na własne życzenie i od razu łatwo odgadnąć, że przed czymś ucieka. Dużo tu realizmu połączonego z metafizyką. Są rozmowy z duchami, picie pod sklepem, jest miłość i morderstwa... Ot życie:)
Absolutnie zachwyciła mnie muzyka Michała Lorenca. Długo zastanawiałam się i już wiem! Skojarzenia z muzyką z "Różyczki" nie były przypadkowe.

"Wino truskawkowe", reż. D. Jabłoński na podstawie "Powieści galicyjskich" A. Stasiuka, 2008

poniedziałek, 29 października 2012

Niewinne kłamstewka

Niewinne kłamstewka (2010) Film opowiada o grupie znajomych, dorosłych już ludzi. Są to zamożni Paryżanie o dość liberalnym stylu życia. Jeden z nich trafia do szpitala na oddział intensywnej terapii po wypadku. Reszta grupy odwiedza go, popłakuje, po czym stwierdza... że jednak jedzie na zaplanowane wakacje w okolicach Bordeaux.
Bardzo spodobał mi się ten film. Przede wszystkim chyba obejrzałam go w dobrym momencie. Jest to dramat i nie należy go oglądać, gdy chce się obie poprawić humor. Film jest długi (2 godziny i 34 minuty) i jest to efekt zamierzony. Czasem zaczynamy się wręcz nudzić widząc znużonych życiem bohaterów, a czasem akcja dzieje się zbyt szybko i prowadzi do nieoczekiwanych wydarzeń. Zupełnie jak w życiu.
Film pobudza do myślenia, zastanowienia się nad sensem życia i relacjami z bliskimi nam osobami. Polecam na jakiś długi jesienny wieczór, np. w okolicach Wszystkich Świętych.

Niewinne kłamstewka (Les Petits mouchoirs), reż. Guillaume Canet.

niedziela, 28 października 2012

Jesteś Bogiem

Jesteś Bogiem (2012) Nie jestem fanką rapu, ani tym bardziej Paktofonikii. Chciałam obejrzeć ten film, bo było o nim głośno i jak mawiali niektórzy z moich znajomych to "ciężka historia".
Niestety rozczarowałam się. Moim zdaniem jest to historia banalna, dobrze opowiedziana, wpisana w rzeczywistość, w której się odbywa. Ale niezbyt porywająca. W zasadzie to, moim zdaniem, jest mocną stroną filmu - nie upiększa, stara się pokazać ludzi jakimi są, z ich słabościami i marzeniami.

Jesteś Bogiem, reż. Leszek Dawid, 2012

sobota, 27 października 2012

Święty Mikołaj to smieć

Święty Mikołaj to śmieć (1982)Typowo francuska komedia omyłek. Ktoś coś powiedział, ktoś zrozumiał na opak i wyszła chryja... Myślę, że nie w każdym nastroju można oglądać ten film. Należy być zrelaksowanym, oczekiwać trochę rozrywki, a nie żadnych intelektualnych uniesień, mieć wolny wieczór i wtedy można docenić ten film. Ja się ubawiłam po pachy.

Święty Mikołaj to śmieć, reż. Jean-Marie Poire, 1982

Nietykalni / Drugi oddech

Dzisiejszy post został napisany dawno temu. Czekał cierpliwie aż książka dotrze do adresatki i zostanie przeczytana. Inspiracją tego prezentu był wspólnie obejrzany film "Nietykalni".

Nietykalni (2011)Zacznę od filmu. Zachwycił mnie. Poważne sprawy opowiedziane w sposób poważny, ale też z przymrużeniem oka. Film zmusza do myślenia, ale też ogląda się go z przyjemnością. Tytułowi nietykalni to inwalida i imigrant niewpisujący się w większość społeczeństwa, omijani z daleka, po prostu nietykalni. Dopiero zetknięcie się tych dwóch nieszczęść powoduje, że się wzajemnie anulują. Dwa minusy dają plus :)

Tak na marginesie, przeczytałam dziś informację, że aż 10 procent społeczeństwa polskiego to inwalidzi (fizyczni lub umysłowi). Porządna gazeta, raczej nie kłamie. Ale aż tyle? Trudno uwierzyć...

"Nietykalni", reż. Olivier Nakache, Eric Toledano, 2011


Drugi oddech - Philippe Pozzo di BorgoOkładkę stanowi kadr z filmu, czarno na białym mamy informację, że ta książka stanowiła inspirację dla filmu, dla mnie to wystarczyło, aby uwierzyć, że istnieje bliski związek książki z filmem. Ale po lekturze muszę stwierdzić, że trudno doszukiwać się jakichś ewidentnych odniesień i stwierdzam, że jest dużo prawdy w "inspiracji", ale o adaptacji nie ma mowy. Książka bardzo odbiega od filmu. I ciężko mi to mówić, ale jest o wiele mniej interesująca. O ile film opowiadał o trudnym spotkaniu, które wyzwoliło głównych bohaterów, o tyle książka skupia się tylko na sparaliżowanym autorze-narratorze i jego chorej żonie.

Po lekturze książki zdałam sobie sprawę jak wielką pracę wykonali realizatorzy filmu. Chapeau bas panowie!

"Drugi oddech", Philippe Pozzo di Borgo, W.A.B., 2012

Persepolis

Persepolis (2007) Ten film jest genialny! Niby o tym wiedziałam, czytałam same entuzjastyczne krytyki, a kiedy dostałam film od koleżanki... przeleżał w szufladzie parę ładnych lat... W końcu koleżanka nie zdzierżyła, zaprosiła mnie z filmem do siebie i stało się, obejrzałam!

Myślę, że zniechęcała mnie do niego świadomość, że ma formę komiksu. Przepraszam, wiem, że komiks jest pełnowartościową formą sztuki, ale jakoś tak mi zostało z wczesnego dzieciństwa przekonanie, że jednak książka lepsza.

Wracając do filmu, jest to historia pewnej dziewczyny, Iranki, której przyszło żyć w niezwykle trudnych czasach przemian politycznych. Przeprowadzka do Europy zachodniej też nie jest rozwiązaniem idealnym. Zresztą sposób widzenia naszej kultury przez młodą dziewczynę z bliskiego Wschodu też jest bardzo pouczające.

Najbardziej w filmie wzruszyło mnie to, iż jest to historia opowiedziana przez dziecko, które bacznie obserwuje dorosłych, wyciąga dziecięco-logiczne wnioski. Historia bardzo wciąga i rozczula. Osobą, która zrobiła na mnie największe wrażenie jest babcia bohaterki - starsza pani z klasą, która nie jedno widziała i przeżyła, potrafi żyć z godnością w trudnej rzeczywistości nie zapominając przy tym o swojej kobiecości.

Perespolis, reż. V. Paronnaud, M. Satrapi (jednocześnie autorka komiksu, na bazie którego powstał film), 2007

poniedziałek, 1 października 2012

Stan zdumienia

Stan zdumienia - Patchett AnnŚwietna książka! Już dawno nie przeczytałam żadnej w ciągu pół dnia. Wczoraj w ramach akcji "obudź się Polsko" powylegiwałam się w łóżku do 15 właśnie z tą książką.

Książka jest świetnie napisana, bardzo przyjemnie się ją czyta, pięknie opisuje scenerię i wydarzenia. Są też postacie, z którymi (a przynajmniej z częścią ich problemów) łatwo się utożsamić. Jest też tajemnica i suspens jak się patrzy.

Książka porównywana jest do "Jądra ciemności". Moim zdaniem trochę na wyrost, ale faktycznie mamy tu tajemniczą panią naukowiec, która przebywa gdzieś pośrodku amazońskiej dżungli sowicie opłacaną przez koncern farmakologiczny i tak naprawdę nie wiadomo nad czym pracuje i na jakim etapie są jej prace. Koncern wysyła pracownika, aby uzyskał dla niego te informacje, ale po paru miesiącach okazuje się, że pracownik nie żyje. Koncern wysyła więc kolejną osobę...

Ann Patchett "Stan zdumienia", SIW Znak, 2012

piątek, 28 września 2012

Ojciec.prl

Ciekawa książka. Składająca się mniej więcej po połowie na wspomnienia z dzieciństwa i aktualną rzeczywistość. Lubię czytać wspomnienia ludzi, którzy przeżywali swoje dzieciństwo mniej więcej w tym samym czasie co ja. Robi mi się tak rzewnie i cieplutko w środku. Wiem, że nie powinnam mylić autora z narratorem, ale i tak duże brawa za szczerość w opisie dojrzewania seksualnego. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że o wiele fajniej być kobietą.

Opis dorosłego życia to głównie zajmowanie się starym zniedołężniałym ojcem. Przyznaję, że ciężko mi się te fragmenty czytało. Mam to szczęście, że moi rodzice żyją i nadal są w niezłej formie, więc na szczęście nie znam z autopsji tych trudnych sytuacji. Jednak przyznaję, że zachwyciły mnie z jednej strony bardzo realistyczne i smutne opisy, a z drugiej strony Staszewski opisuje postać ojca z wielką czułością i wyrozumiałością. Myślę, że to lektura obowiązkowa dla wszystkich dorosłych dzieci. Polecam!



Wojciech Staszewski, Ojciec.prl, wyd. Agora, 2012


sobota, 22 września 2012

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (2008)Wiem, wiem, starocie oglądam ostatnio, ale wieczory rozpoczynają się wcześnie, zimno, to dokujemy się z laptopem pod kołdrą i nadrabiamy.

Zacznę od tego, że film jest piękny. Dobre zdjęcia, piękna muzyka, zjawiskowi aktorzy (w każdym tego słowa znaczeniu, jeśli chodzi o Cate Blanchett to dla mnie nawet bez włosów wygląda cudnie, a w tym filmie jest boska). W takim przypadku film nawet bez większego przekazu jest w stanie mnie zachwycić.

Myślę, że nie zdradzę wielkiej tajemnicy jeśli powiem, że tytułowy bohater rodzi się jako staruszek i z biegiem lat młodnieje. Pomysł dość oryginalny, ale nie przepadam za nierealnymi pomysłami. Natomiast tutaj ciekawe jest to, że pragnienie bycia wiecznie młodym, a przynajmniej zachowania tej młodości jak najdłużej nie ma żadnej racji bytu. W przypadku bohatera filmu, który niejako idzie pod prąd przemijającego czasu tragedią jest to, że musi mijać się z ludźmi, których kocha. Nie może ot tak po prostu zestarzeć się przy boku ukochanej kobiety. Straszne, prawda?

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona, reż. David Fincher, 2008


piątek, 21 września 2012

Amen

Amen. (2002)Akcja filmu rozgrywa się podczas II wojny światowej. Naukowiec a jednocześnie oficer SS, który opracował cyklon B mający ma celu uzdatnianie wody do picia odkrywa, że jego wynalazek służy do eksterminacji Żydów. Wszelkimi sposobami stara się poinformować o tym aliantów, ale też członków swojej społeczności. Pomaga mu w tym młody jezuita, który w głoszeniu prawdy i wyrażaniu swoich przekonań nie uznaje żadnych granic. Bardzo mocny film. Oparty na faktach.

Po obejrzeniu filmu powróciłam do pytania, które dręczy mnie od dawna. Jak ja zachowałabym się w podobnych okolicznościach? Przypomniało mi się spotkanie z pewnym człowiekiem pracującym w Yad Vashem, izraelskim muzeum holokaustu (Żydzi unikają słowa holokaust, preferują shoa). Otóż próbował odpowiedzieć na nasze pytanie jak to się stało, że Hitler doszedł do władzy, że naziści wymordowali 6 milionów Żydów, zagrozili istnieniu innych nacji. I nikt nie reagował? Spytał nas po prostu czy my reagujemy kiedy słyszymy o Rwandzie, Darfurze, teraz pewnie dorzuciłby Syrię. Reagujemy?

Amen, reż. Costa-Gavras, 2002

środa, 19 września 2012

81:1. Opowieści z Wysp Owczych

81:1 opowieści z Wysp Owczych - Michalski Marcin, Wasielewski MaciejRewelacyjna książka! Rzadko zdarza mi się czytać reportaże, najczęściej sięgam po powieści, ale po tej lekturze myślę sobie, że niekoniecznie mam rację. Tak jak wspomniałam to reportaż, a w zasadzie zbiór reportaży o Wyspach Owczych, napisany przez dwóch młodych ludzi zafascynowanych tym miejscem.

Zacznę może od wstydliwego wyznania, ale przed tą lekturą nie wiedziałam gdzie leżą Wyspy Owcze. Wstyd mi, ale najbardziej zszokowała mnie świadomość, że nigdy wcześniej nie zadałam sobie tego pytania. Zrobiłam małą ankietę wśród znajomych, też nie wiedzieli. Niektórzy nie wiedzieli, że istnieje coś takiego jak Wyspy... Jednak nie poczułam się lepiej.

Bardzo podobała mi się pasja z jaką Wyspy i ich mieszkańcy są opisywani. I duża doza humoru. Czytając odczuwa się potrzebę odwiedzenia tych zakątków, poznania ludzi i dzieli się z autorami zauroczenie atmosferą miejsca. A z opowieści autorów wynika, że Wyspy to miejsce magiczne, gdzie warunki pogodowe są niezwykle trudne (mnie Wyspy kojarzyły się dotąd z egzotyką i słońcem) i niejako zmuszają mieszkańców do solidarności, aby przetrwać.

Gorąco polecam tę książkę. Aż chce się jechać na Wyspy!

M. Michalski, M. Wasilewski, "81:1. Opowieści z Wysp Owczych", wyd. Czarne, 2011

piątek, 7 września 2012

Jeden dzień

Jeden dzień (2011)Dawno nie widziałam tak dobrego filmu. Bardzo spodobała mi się idea, aby pokazać historię głównych bohaterów na przestrzeni lat tylko poprzez jeden dzień w roku. Wzruszająca historia, która myślę w mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego. Chyba zdarzyło wam się już pomyśleć jak wyglądałoby wasze życie gdyby w danej sytuacji zamiast skręcić w lewo skręcilibyście w prawo, albo zamiast założyć zieloną sukienkę założyłybyście niebieską spódnicę?

Oprócz ciekawej historii mamy tu też świetną grę aktorów. Film powstał na podstawie powieści Davida Nichollsa o tym samym tytule. Ponoć bardzo dobra.
W każdym bądź razie gorąco polecam wam film.

:Jeden dzień", reż. Lone Scherfig, 2011.

środa, 5 września 2012

Uśpieni

Uśpieni (1996) Film ma już swoje lata. Widziałam go wkrótce po premierze. To były lata moich studiów. Poszłyśmy z koleżankami wspólnie do kina i jednocześnie zakochałyśmy się młodym prokuratorze, którego grał Brad Pitt (przynajmniej tak im skłamałam, skrycie nadal byłam zakochana w Harrisonie Fordzie:).

Po latach film już tak mnie nie zachwyca. Aczkolwiek przyznaję, że temat zemsty nadal mnie kręci, a "Hrabia Monte Christo" to była jedna z moich ulubionych książek mojego dzieciństwa. Jednak oglądając film mam wrażenie, że część karanych złoczyńców nie wie dlaczego musi umrzeć. Niby zemsta przygotowana była latami, ale nie została zrealizowana z fajerwerkami. Jedynie Robert de Niro wciąż zachwyca.

Tu podzielę się z wami taką wątpliwością: czy  warto wracać do ukochanych filmów/książek? Ten film na przykład mnie rozczarował. Wyjdę na infantylną, ale przyznam, że kiedy ląduję w łóżku z grypą niemal zawsze sięgam po przygody Harry'ego Pottera i wciąż wciągają mnie tak samo, mimo iż zaczynam znać je na pamięć. Zastanawiam się nad powrotem właśnie do "Hrabiego Monte Christo". Jeśli to zrobię na pewno dam wam znać.

"Uśpieni" (Sleepers), reż. Barry Levinson, 1996

mój ukochany Oscar Wilde

Książki są dla mnie najlepszym prezentem. Uwielbiam je dostawać! I często też daję je moim przyjaciołom. I tu mam dylemat. Przyznaję, że często czytam je zanim podaruję danej osobie. Głupio mi z tym, bo mam wrażenie, że daję rzecz już używaną - przecież ją przeczytałam, ale kiedy nie przeczytam to też mi głupio, bo nie wiem co daję. Czy wy też tak macie?

Właśnie wczoraj powędrował do znajomej mój ukochany Oscar Wilde. A konkretnie dwa opowiadania "Upiór rodu Canterville'ów" i "Zbrodnia lorda Artura Savile". Oczywiście czytałam je już wcześniej, ale nie mogłam się oprzeć urokowi Wilde'a. Kocham go za poczucie humoru nasycone sporą dawką ironii, paradoksalne wypowiedzi i jednocześnie elegancję stylu. Po raz kolejny ubawiłam się setnie. Polecam!

niedziela, 26 sierpnia 2012

To nie jest kraj dla starych ludzi

To nie jest kraj dla starych ludzi (2007)  W ten weekend ponownie zabrałam się na nadrabianie kinowych zaległości. Rozpoczęłam od filmu braci Coen "To nie jest kraj dla starych ludzi". Słyszałam od znajomych, że to dobry film. Zwykle nie pytam dlaczego, bo chcę mieć niespodziankę no i tym razem niespodzianka była spora. Zupełnie mnie zatkało, nie wiem po co zrobiono ten film. Z założenia jest on thrillerem. Mnie specjalnie w napięciu nie trzymał. Jeśli krew leje się strumieniami, a trup sieje się zbyt gęsto, mój mózg przestaje się stresować i przechodzi na tryb "fun" i przestaje brać na poważnie to co widzi. Zwykle lubię filmy niedopowiedziane, w których twórca pozwala widzowi stworzyć swoje własne zakończenie (ewentualnie zostawia sobie otwartą furtkę do nagrania kolejnej części). W tym filmie mam jednak proste wrażenie, że zwyczajnie zabrakło pomysłu na koniec.

Być może po prostu nie zrozumiałam filmu. Ale streściłabym jego treść jednym zdaniem: psychopaci zdarzali się w każdej epoce. Nie jest to wymysł współczesności. Zdecydowanie nie polecam i nie rozumiem skąd te cztery Oscary.

"To nie jest kraj dla starych ludzi", reż. Joel Coen, Ethan Cohen, 2007.

sobota, 25 sierpnia 2012

Zamek z piasku, który runął - film

Millennium: Zamek z piasku, który runął (2009) Aby zakończyć moją przygodę z "Millenium" obejrzałam trzecią część filmu. Ponownie dochodzę do wniosku, że jednak książki mają niesamowitą przewagę nad filmem. W tym przypadku film w porównaniu z książką znów wydaje się biedniutki. Absolutnie rozumiem, że nie da się w jakimś racjonalnym czasie zawrzeć wszystkich wątków powieści. Zresztą pewnie działało by to na szkodę filmy czyniąc go mało przejrzystym. Ale pojawia się też wiele przekłamań w stosunku do powieści. Odnoszę wrażenie, że realizatorzy filmu chcieli wprowadzić więcej napięcia, co moim zdaniem, działa na szkodę filmu. Chwilami odnosiłam wrażenie, że dobry thriller przechodzi w łzawy melodramat.

Przyznaję jednak, że nie znając książki uznałabym, że to niezły film.

"Zamek z piasku, który runął", reż. Daniel Alfredson, 2009

piątek, 24 sierpnia 2012

Kroniki jerozolimskie

 Zastanawiałam się czy pisać o tej książce. Z tego co wiem nie została jeszcze przetłumaczona na język polski. Piszę jeszcze, bo mam nadzieję, że to nastąpi. Autor już był tłumaczony na nasz język w innym komiksie "Kroniki birmańskie". Ja przeczytałam książkę po francusku, języku autora, który jest Kanadyjczykiem. Jednak uważam, że książka jest genialna. Jest to komiks zawierający ponad 300 stron! Autor przyjeżdża ze swoją rodziną do Izraela. Jego żona pracuje dla "Lekarzy bez granic". On sam jest autorem komiksów. Spędza rok na poznawaniu kraju, ludzi go zamieszkujących, prowadzeniu konferencji i warsztatów dla młodzieży, no i oczywiście na tworzeniu kroniki.

Przyznaję, że książka jest mi bliska ze względu na tematykę. Fascynuje mnie Izrael ze swoją historią, skomplikowaną sytuacją, przeciwieństwami go tworzącymi. Jeśli chodzi o autora, to zachwyca mnie jego świeże spojrzenie. Patrzy na świat z dużą ciekawością charakteryzującą głównie dzieci. Po prostu zachwycające!

Guy Delisle, "Chroniques de Jerusalem", ed. G. Delcourt, 2011

czwartek, 23 sierpnia 2012

Zamek z piasku, który runął

Zamek z piasku, który runął - Stieg Larsson Właśnie skończyłam trzecią część "Millenium". Naprawdę dobra książka. Dobry kryminał. Trzyma w napięciu jak należy. Czasami jako czytelnik miałam wrażenie, że autor trochę za dużo mówi i nie zostawia miejsca na niespodzianki, ale to tylko złudzenie. Jest sporo niespodzianek. Lektura godna polecenia.

Już czytając pierwszą część odnosiłam wrażenie, że nie chodzi tu o zwykły kryminał. Larsson posłużył się powieścią, aby bronić praw kobiet. I chwała mu za to! W trzeciej części znalazłam piękny cytat na potwierdzenie mojej tezy: "Kiedy się dobrze przyjrzeć, to w całej tej historii nie chodzi o szpiegów i służby państwowe, ale przede wszystkim o zwyczajną przemoc wobec kobiet i o mężczyzn, którzy się jej dopuszczają" (str. 492).

Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął", wyd. Czarna owca, 2009.

środa, 22 sierpnia 2012

Mała wielka miłość

Mała wielka miłość (2008) Wiem. że wyjdę na hipokrytkę. Z jednej strony powtarzam, że nie lubię komedii romantycznych, a z drugiej strony ciągle je oglądam. Ale naprawdę nie mam ochoty na ambitne kino podczas tych leniwych wakacji. Zresztą takie filmy skutecznie pozwalają mi zapomnieć o mrocznych tajemnicach bohaterów "Millenium".

"Mała wielka miłość" jest kolejną banalną komedią, gdzie kolejne wydarzenia i koniec są łatwe do przewidzenia. On jest Amerykaninem. Bogatym playboyem zajętym zarabianiem wielkich pieniędzy, niekoniecznie w uczciwy sposób. Ona biedną, ale porządną Polką, która po powrocie do domu odkrywa, że jest z ciąży.

Zgodnie z zasadami nie opisuję zakończenia, ale... No cóż... Już je znacie :)

Zauważyłam ostatnio, że w każdym filmie musi znaleźć się homoseksualista. Zastanawiam się czy to moda, czy sposób na edukowanie społeczeństwa.

"Mała wielka miłość", reż. Łukasz Karwowski, 2008

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Śniadanie do łóżka

Śniadanie do łóżka (2010)Chciałam obejrzeć coś lekkiego i przyjemnego w ten weekend i sięgnęłam po "Śniadanie do łóżka". No cóż, wiedząc, że nie jestem fanką komedii romantycznych mogłam sobie darować. Bardzo przewidywalna i niezbyt porywająca fabuła. Zastanawiam się dlaczego w polskich filmach grają ciągle ci sami aktorzy: Karolak, Adamczyk... Trzeba przyznać, że Gosia Socha pięknie wygląda w tym filmie. Można obejrzeć pod warunkiem, że nie ma się nic innego do roboty.

"Śniadanie do łóżka", reż. Krzysztof Lang, 2010

środa, 15 sierpnia 2012

Zwerbowana miłość

Zwerbowana miłość (2009)
Urządziłam dziś sobie filmowe popołudnie. Akcja "Zwerbowanej miłości" dzieje się w roku 1989, tuż przed upadkiem komuny. Na początku filmu, widząc jak agent SB uwodzi prostytutkę spodziewałam się jakiegoś mrocznego melodramatu. Jednak zakończenie zaskoczyło mnie. Z przymrużeniem oka. Lubię być zaskakiwana :) 

Niezła rola Joanny Orleańskiej i jak zwykle niezawodny Robert Więckiewicz.




"Zwerbowana miłość", reż. Tadeusz Król, 2010

Dziewczyna, która igrała z ogniem - film

Po lekturze, ponownie sięgnęłam po film. Doszłam do wniosku, że im lepsza książka tym trudniej zrobić na jej podstawie dobry film. Filmowa wersja jest naprawdę uboga. Nie zawiera wielu wątków i jest sporym uproszczeniem. No i przyznaję, że aktorzy nie wyglądają tak jak moje wyobrażenia o postaciach :) Jednak nadal polecałabym ten film na jakiś leniwy wieczór.


Dziewczyna, która igrała z ogniem

Skończyłam dziś lekturę drugiej części trylogii Stiega Larssona. Osobiście bardziej podobała mi się od pierwszej. Więcej akcji, więcej trupów;) Podoba mi się, że akcja dotyczy teraźniejszości, a nie zaginięcia sprzed 40 lat jak poprzednio. Ale tu też rozwiązanie zagadki znajduje się w przeszłości. Wreszcie odkrywamy sekret tajemniczej Lisabeth Salander.



Dziewczyna, która igrała z ogniem - Stieg LarssonPowtarzam, że bardzo podobała mi się książka, ale chwilami drażniło mnie, że postaci są tak biało-czarne, albo dobre, albo złe. Lisabeth jest przedstawiona jako genialna siłaczka, której policja nie jest w stanie znaleźć przez wiele tygodni w jej własnym mieszkaniu. Ale najbardziej rozbawił mnie moment, kiedy wydostaje się z dołu, w którym została zakopana żywcem (oj chyba za dużo powiedziałam, no ale trudno, skoro jest trzecia część to chyba wszyscy już się domyślili, że główni bohaterowie przeżyją). "Poczuła falę paniki. Nie mogła oddychać. Nie mogła się poruszać. Była uwięziona we wnętrzu ziemi pod tonami piachu." (str. 475) I ta drobna dziewczyna, zmaltretowana i postrzelona ze dwa czy trzy razy, wykopuje się spod tych "ton piachu". Innym elementem, który raczej rozczula niż denerwuje, jest bezgraniczne zaufanie i oddanie Michaela Blomkvista. Ach, to prawdziwy rycerz na białym koniu. Któraż z dziewczyn nie pragnęłaby mieć takiego kompana!

Podobnie jak w pierwszej części "Millenium" autor podkreśla wartości drogie państwu szwedzkiemu: wolność wypowiedzi, parytet, prawo do prywatności. Czy wiecie na przykład, że w Szwecji prostytucja jest nielegalna? Powiecie, że jak wszędzie. Nie. Stręczycielstwo jest karalne. Sama prostytucja pozostaje poza prawem. A w Szwecji jest nielegalna.

Stieg Larsson, "Dziewczyna, która igrała z ogniem", Czarna Owca, 2009


piątek, 10 sierpnia 2012

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - film

Między książką a jej adaptacją filmową zawsze wybiorę książkę. Uważam, że naprawdę trudno przetłumaczyć na obrazy słowo pisane nie pozbawiając go jego bogactwa i złożoności. Do szału doprowadzają mnie "filmy gadane" jak to nazywam, gdzie od początku do końca narrator opowiada historię.  Jako przykład mogę podać "Pachnidło" Wolałabym już posłuchać audiobooka. Przynajmniej moja wyobraźnia mogłaby poszaleć...

Jedną z większych dla mnie zagadek jest to, jak ludzie, którzy nie czytali przygód Harrego Pottera zrozumieli filmy. Książka zawiera tyle wątków, że film nie był w stanie choć w przybliżeniu ich przedstawić. Nadal zastanawiam się czy te osoby są tak inteligentne, żeby to w skrócie ogarnąć czy po prostu tak mało wymagające.

Ale przyznaję, że widziałam kilka świetnych adaptacji. Nie wiem czy lepszych od książki, ale naprawdę dobrych. W zasadzie to te najlepsze bazują na książce, ale jednak są bytem paralelnym. Funkcjonują jakby poza książka. Myślę na przykład o adaptacji "Niebezpiecznych związków" z genialnym Johnem Malkovichem i Glenn Close.

Wracając do "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet". Po lekturze książki zachciało mi się wrócić do filmu. A co tam! w końcu są wakacje! Wbrew moim obawom nie rozczarowałam się zbyt mocno. Oczywiście, film jest okrojoną wersją książki. Jest dużo skrótów, ominięć czy nawet przekłamań w stosunku do książki. Ale to było nie do uniknięcia moim zdaniem. Natomiast film nadal tworzy spójną całość i dość przyjemnie się go ogląda pod warunkiem, że nie jest się zbyt wrażliwym. Taki film w sam raz na okres urlopowy, ale tylko dla dorosłych. Nie poleciłabym go w kinie familijnym.

No i zastanawiam się nad obejrzeniem "Dziewczyny z tatuażem". Jakoś nie mam ochoty. A wy? Widzieliście ten film? Polecilibyście?

czwartek, 9 sierpnia 2012

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Tak, to już dość stara książka, ale często zdarza mi się, że kiedy robi się głośno o jakiejś książce uprzedzam się do niej. Pamiętam lata temu popularność takich książek jak "Spóźnieni kochankowie" Williama Whartona czy "Alchemika" Paolo Cohelo. Poszłam za stadem i do dziś nie rozumiem jak te książki stały się bestsellerami. Ale oczywiście de gustibus non est disputandum...

A więc kiedy wszyscy zachwycali się się trylogią Stiega Larssona nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Dopiero po obejrzeniu filmu (kooperacja duńsko-szwedzko-norwesko-niemiecka) pomyślałam, że może jednak by przeczytać. Książka w formie e-booka musiała poczekać do urlopu. Nadszedł właśnie jej czas.

Jest to zgrabnie napisany thriller, który czyta się jednym tchem. Głównymi bohaterami są dziennikarz śledczy, Michael Blomkvist, specjalizujący się w tropieniu przestępstw finansowych oraz Lisabeth Salander, światowej klasyka hakerka o niezwykle skomplikowanej przeszłości. Są to osoby żyjące w dwóch zupełnie do siebie nie pasujących światach. Spotykają się przy rozwiązywaniu sprawy sprzed czterdziestu lat kiedy to zaginęła szesnastoletnia dziewczyna należąca do bogatej rodziny potentatów przemysłowych.

To streszczenie w żaden sposób nie oddaje bogactwa książki, która według mnie świetnie wpisuje się w szwedzkie klimaty. Dość mroczne, pełen tajemnic i całego stada trupów w szafie. I jeszcze jedno: swoboda obyczajowa Szwedów może szokować. Doskonale rozumiem, że ktoś może tak żyć, ale przyznaję, to zdecydowanie nie dla mnie. Idealna lektura na urlop!

Stieg Larsson, "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", wyd. Czarna Owca, 2008

Początek

Myśl o stworzeniu tego bloga chodziła za mną od paru miesięcy. Uwielbiam czytać. Czytam odkąd tego się nauczyłam czyli od bardzo młodego wieku. I czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce: książki, gazety, ulotki... Pamiętam wakacje u cioci, która odsuwała ode mnie wszelkie kartony i pojemniki podczas jedzenia cierpliwie powtarzając: "Tego się nie czyta, to się je". Myślę, że jednak czytanie jest ciekawsze od jedzenia;)